Zakładki:
A może Ty pomożesz Iwonce?
A to blog PMa
A to strona PMa
Blogi zaprzyjaźniane
Blogi Zaprzyjaźnionych:)
Ciekawe
Książki
Muzyka
Szablon by une_fille5 zaczerpnięty z
Tybet i nie tylko
Wejść od 23.03.2005:
|
piątek, 25 stycznia 2008
Adios!
Kochani, Drodzy, a także Mili, choć nieznani... Dziękuję za zaglądanie, czytanie, myślenie o mnie... Sporo się nad tym zastanawiałam, zamknąć blog, skasować, założyć hasło... Rzucić w cholerę... Myślę, że po prostu czas tego - dość publicznego, przez co czasem zbyt ogólnego, za mało osobistego, a przez to nieciekawego nieraz i dla mnie samej - pisania minął. Postanowiłam się ładnie pożegnać. Wieel dobrych chwil tu przeżyłam, a te mniej dobre były lżejsze, także dzięki Wam. Może gdzieś jeszcze nasze drogi się przetną. Może tu wrócę, nie wiem. Na razie nie czuję potrzeby, ale nie będę tego miejsca kasować. Niech sobie będzie. Pozdrawiam, dziękuję!
piątek, 04 stycznia 2008
Wreszcie parę oddechów
Jak cudownie mieć parę dni wolnego. Wolnego w tym sensie, że nie muszę jeździć na żadną z uczelni. To jednak męczące, te dojazdy, siedzenie na zajęciach, skupianie uwagi wtedy, kiedy godziny nakazują, uśmiechanie się na zawołanie, troska o to, żeby się ubrać i umalować, bo w końcu idzie się do ludzi etc;) I ciągły pośpiech, robienie wszystkiego tylko dlatego, że trzeba, a nie dlatego, że to dobre, miłe, piękne, inne... W ostatnich dniach mam wreszcie trochę czasu do zużycia. Nie, nie próżnuję. Dawno tyle nie czytałam, i to rzeczy związanych ze studiami. Dawno nie ćwiczyłam, nie troszczyłam się o dietę, nie zmywałam naczyń...;) Dobrze mi i jeszcze nie chce mi się wracać do codziennego pośpiechu. No ale cóż, od poniedziałku znowu. Na szczęście niedługo sesja. Wiem, że jestem dziwna, ale wolę sesję od siedzenia na wykładach. Szkoda mi tylko zajęć, które prowadzę, i grupy, którą uczę. Pewnie już więcej z nimi nie będę mieć do czynienia w czasie ich studiów. Nasza katedra prowadzi jeszcze tylko teologię fundamentalną w II semestrze, ale w tym roku ja nie mam tych zajęć (przynajmniej na razie nic mi o tym nie wiadomo;)). No, nawet na bloga znalazłam chwilę:)
środa, 02 stycznia 2008
O miłosierdziu
Wrzucam, żeby sama mieć pod ręką, ale może i kto inny skorzysta. Jezus Chrystus ukazał, że człowiek nie tylko doświadcza i „dostępuje” miłosierdzia Boga samego, ale także jest powołany do tego, ażeby sam „czynił” miłosierdzie drugim: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Kościół znajduje w tych słowach wezwanie do czynu i stara się „czynić miłosierdzie”. Jeśli wszystkie błogosławieństwa z kazania na górze wskazują drogę nawrócenia, przemiany życia, to błogosławieństwo miłosiernych jest pod tym względem szczególnie wymowne. Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich. Ten najistotniej ewangeliczny proces nie jest tylko jednorazowym przełomem duchowym, ale całym stylem życia, istotną właściwością chrześcijańskiego powołania. Polega ono na stałym odkrywaniu i wytrwałym, pomimo wszystkich trudności natury psychologicznej czy społecznej, urzeczywistnianiu miłości jako siły jednoczącej i dźwigającej zarazem: miłości miłosiernej, która jest ze swojej istoty miłością twórczą. Miłość miłosierna we wzajemnych stosunkach ludzi nigdy nie pozostaje aktem czy też procesem jednostronnym. Nawet w wypadkach, w których wszystko zdawałoby się wskazywać na to, że jedna strona tylko obdarowuje, daje — a druga tylko otrzymuje, bierze — (jak np. w wypadku lekarza, który leczy, nauczyciela, który uczy, rodziców, którzy utrzymują i wychowują swoje dzieci, ofiarodawcy, który świadczy potrzebującym), w istocie rzeczy zawsze również i ta pierwsza strona jest obdarowywana. A w każdym razie także i ten, który daje, może bez trudu odnaleźć siebie w pozycji tego, który otrzymuje, który zostaje obdarowany, który doznaje miłości miłosiernej, owszem, doznaje miłosierdzia. Tutaj Chrystus ukrzyżowany jest dla nas najwyższym wzorem, natchnieniem, wezwaniem. W oparciu o ten przejmujący wzór możemy z całą pokorą okazywać miłosierdzie drugim wiedząc, że on przyjmuje je jako okazane sobie samemu (por. Mt 25, 35-40). W oparciu o ten wzór musimy też stale oczyszczać wszelkie nasze działania i wszelkie intencje działań, w których miłosierdzie bywa rozumiane i praktykowane w sposób jednostronny: jako dobro czynione drugim. Tylko wówczas bowiem jest ono naprawdę aktem miłości miłosiernej, gdy świadcząc je, żywimy głębokie poczucie, iż równocześnie go doznajemy ze strony tych, którzy je od nas przyjmują. Jeśli tej dwustronności, tej wzajemności brak, wówczas czyny nasze nie są jeszcze prawdziwymi aktami miłosierdzia. Wówczas nie dokonało się jeszcze w pełni to nawrócenie, którego drogę ukazał nam Chrystus swoim słowem i przykładem aż po krzyż; wówczas też nie uczestniczymy jeszcze całkowicie we wspaniałym źródle miłości miłosiernej, które zostało nam przez Niego objawione. Tak więc droga, jaką ukazał nam Chrystus w kazaniu na górze poprzez błogosławieństwo miłosiernych, jest o wiele bogatsza od tego, co nieraz w obiegowych sądach ludzkich słyszymy na temat miłosierdzia. Sądy te uznają miłosierdzie jako akt czy proces jednostronny, który zakłada i pozostawia dystans pomiędzy czyniącym je a doznającym go, pomiędzy dobroczyńcą a dobro-biorcą. I stąd dążenie i żądanie, ażeby stosunki międzyludzkie i społeczne wyzwalać od miłosierdzia, a opierać na samej sprawiedliwości. Jednakże owe sądy o miłosierdziu nie dostrzegają tego podstawowego związku pomiędzy miłosierdziem a sprawiedliwością, o jakim mówi cała tradycja biblijna, a nade wszystko mesjańskie posłannictwo Jezusa Chrystusa. Autentyczne miłosierdzie jest jakby głębszym źródłem sprawiedliwości. Jeśli ta ostatnia sama z siebie zdolna jest tylko rozsądzać pomiędzy ludźmi, rozdzielając wśród nich przedmiotowe dobra słuszną miarą, to natomiast miłość, i tylko miłość (także owa łaskawa miłość, którą nazywamy „miłosierdziem”) zdolna jest przywracać człowieka samemu człowiekowi. Jan Paweł II, Dives in misericordia, 14 Zagadka
Ciekawe, ile wytrzymam w noworocznych postanowieniach?;) Na razie jeden dzień i 11 godzin się udaje:D A Wy coś naiwnie sobie obiecujecie?;)
wtorek, 01 stycznia 2008
Dawno nie napisałam tu nic naprawdę wartego przeczytania
ale nowy rok zawsze daje nadzieję na nowe otwarcie;) A serio... chyba mój introwertyzm wzrósł przez miniony rok. Ale na razie zostawiam tego bloga, bo to zawsze takie miejsce, gdzie jakby co, to wiem, że ktoś przeczyta i może co mądrego odpisze. I że sama do siebie tu też pogadać mogę tak, żebym potem pamiętała. Podsumowywać minionego roku nie zamierzam. Widzę w nim wiele dobra i miłości, ale także wiele zawodu i smutku. Niech tak zostanie, idziemy dalej... na pewno nie sami. Wszystkim czytającym życzę spełnienia marzeń, a Wy - jeśli się modlicie - westchnijcie także za moje.
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Pan Bóg wybiera
Pan Bóg wybiera dziś nasze życie. Dziś, czyli każdego dziś, ale tej nocy szczególnie o tym pamiętajmy. Niech ta wiara dodaje nam sił. On zbawia to, co sam przyjął, i kocha w nas to, co wybrał. Pięknych Świąt!
czwartek, 13 grudnia 2007
parę rad dla siebie samej
niedziela, 09 grudnia 2007
Piosenka Stinga, niby o czym innym,
ale ja ją tak teologicznie czytam (jakby nie fragment "if you became another's wife" to chyba w ogóle myślałabym, że ona z założenia o Panu naszym): "Mad About You" A stones's throw from Jerusalem I walked a lonely mile in the moonlight And though a million stars were shining My heart was lost on a distant planet That whirls around the April moon Whirling in an arc of sadness I'm lost without you I'm lost without you Though all my kingdoms turn to sand And fall into the sea I'm mad about you I'm mad about you And from the dark secluded valleys I heard the ancient songs of sadness But every step I thought of you Every footstep only you And every star a grain of sand The leavings of a dried up ocean Tell me, how much longer? How much longer? They say a city in the desert lies The vanity of an ancient king But the city lies in broken pieces Where the wind howls and the vultures sing These are the works of man This is the sum of our ambition It would make a prison of my life If you became another's wife With every prison blown to dust My enemies walk free I'm mad about you I'm mad about you And I have never in my life Felt more alone than I do now Although I claim dominions over all I see It means nothing to me There are no victories In all our histories, without love A stone's throw from Jerusalem A walked a lonely mile in the moonlight And though a million stars were shining My heart was lost on a distant planet That whirls around the April moon Whirling in an arc of sadness I'm lost without you I'm lost without you And though you hold the keys to ruin Of everything I see With every prison blown to dust, My enemies walk free Though all my kingdoms turn to sand And fall into the sea I'm mad about you I'm mad about you
sobota, 01 grudnia 2007
żeby nie było,
że Was znów porzuciłam... Po prostu twórcza ostatnio nie jestem. A może włąśnie ciągle muszę być i na bloga już nie starcza? Żyję, robię, co trzeba (dokładnie tak - nie wszystko, co do mnie należy, ale jakoś udaje się wyczuć, ile koniecznie trzeba, i jakoś się prześlizguję), zmęczona, ale oko już prawie nie lata. Tylko króliczek nam niedomaga i to strasznie trudne widzieć, jak się zmaga ze słabością, przewraca, denerwuje etc (problemy neurologiczne) - ale może seria zastrzyków pomoże... Pozdrawiam u progu grudnia i Adwentu:)
środa, 14 listopada 2007
pierwsza kawa
Właśnie piję pierwszą dziś kawę. Pierwszą i ostatnią. Szczerze mówiąc, miałam dziś wytrwać bez tego cudownego napoju, ale nie dałam rady... A mam ewidentny niedobór magnezu (autodiagnoza), więc nie powinnam go sobie wypłukiwać. Heh. Dziś miałam wykłady od 8 do 16:30 (tzn. mnie wykładać miano), ale nie pojechałam. Nie miało to większego sensu, tak zmęczona i bliska totalnego rozłożenia na łopatki przez pogodę, wirusy itp. się czułam. Teraz już trochę lepiej, może jutro grzecznie pójdę:) Nie lubię wykłądów (z żadnej strony katedry). Ćwiczenia owszem, zwłaszcza prowadzić, lubię ogromnie. Ale wykłady są zwykle śmiertelnie nudne, poza tym nie potrafię tak długo siedzieć i się nie odzywać;) Moją główną rozrywką jest więc ostatnio czekanie, kiedy będzie można się wtrącić, popolemizować, popytać... Biedni wykładowcy;) Pozdrawiam znad porannej kawy zatem:) Może się obudzę? | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||